8. Produkty spożywcze, których moja rodzina nie kupuje albo kupujemy je w małych ilościach
Każde gospodarstwo domowe jest inne i nie
należy patrzeć na każdą rodzinę tak samo. Są osoby, które np. nie jedzą mięsa,
są na różnego rodzaju dietach (z obowiązku lub wyboru) albo po prostu mają taką
sytuację finansową, że nie mogą sobie pozwolić na wiele rzeczy. Dlatego zakupy
spożywcze w każdej rodzinie wyglądają inaczej, a co za tym idzie wydatki
związane z jedzeniem również wtedy wyglądają inaczej w różnych przypadkach.
Sytuacja finansowa mojej rodziny na
szczęście nie zmusza mnie do ograniczania się na zakupach spożywczych i
wydawało mi się, że kupujemy prawie wszystko, co jest dostępne w sklepach. Po
głębszej analizie i przyjrzeniu się wydatkom innych rodzin, które wydają
zdecydowanie więcej na jedzenie niż moja rodzina, musze stwierdzić, że jednak
jest spora grupa produktów, których jednak nie kupuję. Jesteście ciekawi, co to
za produkty? Poniżej przedstawiam Wam listę wraz z uzasadnieniem dlaczego
danych produktów nie kupujemy.
Alkohol –
czyli wszelkiego rodzaju piwa (nawet te bezalkoholowe), wina czy inne
trunki. Już dawno nie było u mnie wydatków związanych z alkoholem. Nie mamy
razem z mężem potrzeby picia alkoholu. Owszem, wcześniej były to sytuacje
okazjonalne jak jakieś urodziny, rocznice i wtedy raczyliśmy się głównie
butelką wina. Przyszedł taki moment w naszym życiu, że ja zrezygnowałam z
powodu ciąży i późniejszego karmienia piersią, natomiast mąż zrezygnował ze
względów zdrowotnych – o wiele lepiej czuł się wykluczając całkowicie alkohol.
W domu mamy jednak zapasy różnego rodzaju trunków, bo często zdarza się, że na
różnego typu okazje dostajemy butelkę alkoholu. Jeśli zaś chodzi o imprezy
organizowane w naszym domu, to zauważyłam, że coraz częściej odbywają się one
bez alkoholu albo alkohol spożywany jest przez małą liczbę osób w coraz
mniejszych ilościach. Niemniej jednak mamy w domu jakiś zapas i przez to już
dawno nie robiliśmy zakupów z tej kategorii. Dodam jeszcze na koniec, że w moim
budżecie jest na to osobna kategoria (oczywiście jest ona przy jedzeniu,
natomiast jeśli już pojawi się jakiś wydatek związany z alkoholem, to jest on
uwzględniany osobno).
Woda -
nie kupujemy tej butelkowanej, co nie oznacza, że wody nie pijemy.
Zaopatrzyliśmy się w dzbanek filtrujący i dzięki temu nie kupujemy
niepotrzebnie plastikowych butelek z wodą. Jak gdzieś mamy wyjść, to wodę
nalewamy w bidony albo inną butelkę. W sytuacji, gdy nam brakuje wody, to wtedy
kupujemy butelkowaną, ale takie zakupy są rzadkością.
Soki, napoje gazowane – jeśli chodzi o
napoje gazowane, to całkowicie z nich zrezygnowaliśmy (nawet będąc u kogoś też
ich nie pijemy). Soki albo kompoty robię sama w sezonie letnim, kiedy jest
szeroki wybór owoców, dzięki czemu mam zapas na całą zimę. Dodam jeszcze, że
owoce kupuję, bo na ten moment nie mam jeszcze własnego ogródka.
Dżemy – podobnie jak z sokami. Latem kupuję
sezonowe owoce i robię przetwory. Moja rodzina lubi dżemy, używamy ich na
kanapki, do naleśników, placuszków, dodaję je również do ciast. Spokojnie na
cały rok wystarcza nam tych zapasów i dzięki temu nie musimy kupować gotowych
słoików w sklepie.
Przetwory warzywne – mam na myśli tutaj np.
ogórki konserwowe, różnego typu sałatki warzywne, pesto paprykowe. Część tych
przetworów robię sama, kupując w sezonie warzywa. Część warzyw dostaję od mamy
np. ogórki i potem albo robię sama jakieś sałatki w słoiki albo dostaję już
gotowe od mamy.
Owoce morza – oboje z mężem ich nie lubimy,
więc nie ma na nie miejsca w naszej kuchni.
Grzyby – jesienią chodzimy do lasu i
zbieramy grzyby, które potem przeznaczam częściowo na suszenie, częściowo robię
grzybki w occie w słoiki, a pozostała część wędruje do zamrażarki.
Gotowe dania w pudełkach, słoikach – nie kupujemy,
bo robimy od początku do końca całe dania sami. Nie ma u nas miejsca na
produkty typu gotowa fasolka po bretońsku ze słoika, sos do spaghetti, gotowe
panierowane kotlety do odgrzania w mikrofali czy różnego typu gotowe dania,
których w sklepach pojawia się coraz więcej. Szczerze mówiąc, to nawet tak do
końca nie wiem co na ten moment można kupić gotowego, ponieważ nie zaglądam na
półki w sklepach z tymi rzeczami.
Gotowe ciasta – nie kupuję, bo piekę sama. W
moim rodzinnym domu oraz aktualnym mamy taki zwyczaj, że zawsze musi być
ciasto. Cała moja rodzina lubi słodkości, więc nie wyobrażam sobie biegania co
kilka dni do sklepu po świeże wypieki. Do pieczenia staram się wykorzystywać te
składniki, które mam akurat w domu i ewentualnie dokupić jedną brakującą rzecz.
Słodycze – staramy się kupować ich jak
najmniej, bo po pierwsze są coraz droższe i niestety do zdrowych produktów one
nie należą. W zamian za to, sama robię różnego rodzaju ciasteczka, a jeśli już
zdarzy nam się kupić coś słodkiego, to w skali miesiąca jest to kwota max 15 zł
wydana na słodycze.
To chyba byłoby na tyle z rzeczy, których
moja rodzina nie kupuje. Jestem ciekawa czy podczas Waszych zakupów są produkty,
których nie wrzucacie do koszyka. Podzielcie się ze mną jakich produktów nie
kupujecie i dlaczego.
Komentarze
Prześlij komentarz