9. Zapasy spożywcze
W najbliższych
dniach w naszym kraju ponownie czeka nas lockdown. Zamknięte
zostaną ponownie m.in. galerie handlowe, kina, teatry, hotele, baseny itp. Na ten moment
nie ma zakazu przemieszczania się jak było to dokładnie rok temu, kiedy
pojawiły się informacje o pierwszym zachorowaniu na COVID w Polsce. No właśnie,
pamiętam ten czas, kiedy ludzie rzucili się do sklepów i zaczęli kupować
wszystko co się da na zapas (nikt tak naprawdę nie wiedział co nas czeka w
najbliższych tygodniach i na jak długo pozostaniemy zamknięci w domach). W
przypadku moich okolicznych sklepów nie zauważyłam jakiś drastycznych braków produktów
spożywczych, więc widocznie były one uzupełniane na bieżąco. Problemem
natomiast było zakupienie papieru toaletowego i drożdży – te produkty były u
mnie chyba na wagę złota.
Dla kogoś, kto
zazwyczaj kupuje na bieżąco potrzebne mu produkty i robiąc przy tym np.
codziennie zakupy ta nowa sytuacja stała się pewnie dziwna. Wiele z tych osób
nie wiedziało, co tak naprawdę wypadałoby kupić, żeby zrobić sobie zapas
jedzenia. Osoby, które są tzw. chomikami i zawsze muszą mieć odpowiednią ilość
zapasu jedzenia w domu kupowały zazwyczaj produkty suche typu kasze, makarony,
ryże, jakieś gotowe sosy w słoikach. Inaczej wygląda tez sytuacja w przypadku
rodzin mieszkających w mieście, gdzie sklepy są na wyciągnięcie ręki, a inaczej
w przypadku rodzin mieszkających na wsi, gdzie nie ma większego sklepu, by móc
zaopatrzyć się w większą ilość produktów.
Na pewno
nowością stało się też dla wielu rodzin planowanie posiłków na kilka
dni/tygodni do przodu. Wiele osób nie umiało sobie z tym poradzić, ale dzięki
licznym grupom wsparcia w mediach społecznościowych można było zainspirować się
jadłospisami właśnie z tych zapasowych rzeczy.
Szaleństwo
zakupowe w marcu zeszłego roku doprowadziło do tego, że część rodzin zaczęła
wyjadać swoje zapasy jedzeniowe, odkrywając przy tym ze zdumieniem jak wiele
produktów posiadała w swojej spiżarni, o których np. zapomnieli. Jest też druga
grupa osób, która zrobiła sobie takie zapasy, że np. do dnia dzisiejszego
zastanawiają się co można przyrządzić z ryżu, bo zostało im jakieś 4 kg z
marcowych zapasów.
A jak to
wyglądało w mojej rodzinie? Z planowaniem posiłków nie mieliśmy problemu, gdyż
praktykowaliśmy to już od dawna. Różnica była taka, że wcześniej plan obejmował
tydzień, a w momencie ogłoszenia lockdownu w 2020 r, plan rozłożyliśmy na 2
tygodnie. Z zakupami było podobnie. Od dłuższego czasu robiliśmy jedne większe
zakupy raz w tygodniu, a po wprowadzeniu obostrzeń zmieniliśmy częstotliwość
ich robienia do jednego razu na 2 tygodnie. Czy były to jakieś mega duże
zakupy? Na pewno kupowaliśmy troszkę więcej, ale jakoś nie odnotowałam zbyt
dużej różnicy wydatków na jedzenie w stosunku do miesięcy przed rozpoczęciem
lockdownu. Dodam jeszcze tyle, że obecnie mieszkam w bloku, gdzie miejsca na
stworzenie domowej spiżarni jest totalne minimum w porównaniu do osób, które
posiadają odrębne pomieszczenie w swoich domach przeznaczone na gromadzenie
zapasów żywności.
Co zatem można spotkać wśród zapasów w moim mieszkaniu?
Po pierwsze piwnica. Tam mam zapasy w postaci przetworów owocowych i warzywnych, które robię w trakcie trwania sezonu na odpowiednie owoce czy warzywa. Mam głównie dżemy, soki, kompoty, ogórki, grzybki, sałatki warzywne do obiadów, pesto paprykowe. Nie robię jakoś dużo tych zapasów, zazwyczaj wystarcza na cały rok, a potem znowu robię kolejne jak przyjdzie sezon. W piwnicy trzymam także kartony mleka – kupuję zapas 12 kartonów, bo najczęściej na taką ilość pojawia się promocja w sklepie (cena za 1 l mleka wychodzi wtedy np. 1,60 zł, a normalna cena to ok. 2,20 zł – czyli 0,60 zł oszczędności na jednym kartonie).
Po drugie:
zamrażarka. Mam 3 szuflady w zamrażarce, w której pierwsza przeznaczona jest na
owoce/warzywa (owoce mrożę podczas letnich zakupów np. maliny, borówki, warzywa
to głównie jakieś gotowe mrożone mieszanki warzywne kupowane na bieżąco w
sklepie albo warzywa świeże, których kupiłam za dużo i w obawie przed tym, że
nie zdążę ich zużyć po prostu je porcjuję i wrzucam do zamrażarki). Druga szuflada to mięso i ryby, które staram
się kupować po okazyjnej cenie. Zawsze mam jakieś mięso mielone, schab, piersi
z kurczaka bądź indyka, udka z kurczaka, łopatkę wieprzową czy jakieś mięso na
gulasz. Wszystko mam poporcjowane i opisane, żeby było łatwo i szybko znaleźć
to co potrzebuję. Trzecia szuflada przeznaczona jest na pozostałe rzeczy tj.
pieczywo (kupuję świeże i mrożę, a potem wyciągam tyle ile jest mi potrzeba na
dany moment), gotowe kotlety i inne mięso, które zrobiłam w większej ilości i
nadają się one od razu do rozmrożenia i podgrzania (tzw. szybki obiad bez
tracenia czasu na przygotowywanie) oraz inne rzeczy np. jakieś pierogi, drożdże
albo inne rzeczy, które można zamrozić.
Po trzecie:
zapasy suche. Tutaj staram się kupować opakowania zbiorcze, ponieważ wychodzą one
zazwyczaj taniej i nie trzeba tak często biegać do sklepu po kolejne opakowanie.
Mam na myśli
tutaj np. ryż, wszelkiego rodzaju kasze (kupuję opakowania po 1 kg i taki zapas
mam w domu).
Jeśli chodzi o
makaron to mam różne rodzaje, zazwyczaj każde opakowanie jest po ok. 400-500g i
w swoich zapasach mam 2 opakowania.
Mąka – tutaj mam
zazwyczaj ok 3 kg mąki pszennej oraz po 1 kg innych mąk np. jaglanej,
kokosowej, kukurydzianej, ryżowej, gryczanej, ziemniaczanej.
Jeśli chodzi o
cukier, to w sezonie jesień – zima – wiosna mam zapas 2 kg (moja rodzina nie
słodzi, więc cukru używamy głównie do ciast i innych deserów), natomiast w sezonie
letnim kiedy robię przetwory staram się kupować cukier na promocji i zazwyczaj
kupuję go więcej (10 - 15 kg).
Kolejną rzeczą
są przyprawy. Od dłuższego czasu kupuję opakowania większe (po 200, 500 lub
1000 g), gdyż cena takich opakowań jest wielokrotnie niższa niż mała paczuszka
takiej przyprawy o masie np. 5g. (prosty przykład: majeranek w paczce 8 g
kosztuje ok 1,30 zł, co w przeliczeniu na 1 kg wynosi ok. 163 zł, natomiast
majeranek kupiony w opakowaniu 500 g kosztuje 11,50 zł, co w przeliczeniu na 1
kg wynosi 23 zł. Widzicie różnicę?). Takie opakowania przypraw starczają na
bardzo długi okres, dlatego jeśli macie obawy, że nie będziecie w stanie zużyć
tych przypraw samodzielnie, to możecie podzielić się nimi z rodziną bądź
przyjaciółmi.
Taka sama
sytuacja występuje np. z orzechami czy suszonymi owocami. Również kupuję
opakowania większe, bo cena jednostkowa za kg wychodzi dużo niższa niż małe opakowanie
np. 100 g. Mam u siebie w zapasach po 1 opakowaniu każdego rodzaju orzechów i
owoców, których używam, dzięki czemu też kupuję takie opakowania raz na kilka
miesięcy.
Puszki. Mam po 1
opakowaniu kukurydzy konserwowej, fasoli, tuńczyka, ananasa. Nie są to rzeczy,
których używam często, więc nie jest mi potrzebny jakiś duży zapas.
Olej. Kupuję
opakowanie 3 litrowe – jest ekonomiczne pod względem ceny i oczywiście starcza
na dłużej. W domu mam mniejszą butelkę, do której przelewam sobie mniejszą
ilość oleju, bo o wiele wygodniej korzysta się wtedy z takiej butelki niż z baniaka
3 l.
Na koniec chyba
zostały artykuły typu majonez, ketchup, musztarda. Tutaj staram się mieć w
zapasie po jednym słoiku. Nie używamy tych produktów jakoś często, więc nie
mamy potrzeby kupowania i magazynowania większej ilości.
Moim patentem
na zakup wymienionych wyżej produktów w cenie promocyjnej jest tworzenie tzw.
dodatkowej listy zakupów. Co to oznacza? Mam zawsze główną listę zakupów, czyli
produktów, które trzeba kupić od razu, bo już ich w domu nie ma. Natomiast obok
mam drugą listę produktów, które się kończą i żeby zwrócić uwagę czy w
najbliższym czasie będzie na nie promocja i wtedy uzupełniam zapasy. Dzięki
temu udaje mi się kupić wiele rzeczy w cenie niższej niż normalnie.
A jak wyglądają
Wasze zapasy? Co najczęściej magazynujecie i w jakich ilościach?
Komentarze
Prześlij komentarz